niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 2. Wiadomość Alfy. (Bardzo, bardzo przepraszam was że tak długo nie było. Wybaczycie?)

Sara i Aslan wracali z klifu na „Główną polne”. Sara rozglądała się bacznie.
-Co tam widzisz?- Aslan próbował zobaczyć co tam widzi wadera.
-Nic, po prostu chyba kolory są bladsze i mniej zwierząt niż wtedy kiedy szliśmy na klif.- westchnęła.
-Może.-odpowiedział w zamyśleniu. Szli tak w milczeniu.
-Nie wytrzymam tej ciszy.- warkną Aslan. –W lesie powinno tętnić życiem zwłaszcza jesienią kiedy wszyscy szykują się do nadchodzącej zimy.- basior rozglądał się po drzewach i krzakach.
-Właśnie o to mi chodziło.- Sara spojrzała na wilka.
-Sara, Aslan.- usłyszeli głos. Była to Allea.
-O, hej.-  na pysku Sary pojawił się mały uśmiech.
-Cześć.- Westchną z rezygnacją Aslan.
-Gdzie Brajan?- zaciekawiła się Sara.
-A, gdzieś biega.
-Rozumiem.
-A wy, co robicie.- uśmiechnęła się Allea
-My? My sobie spacerujemy. W tej przeklętej ciszy.- warkną Aslan.
-Co taki nie w sosie.- Allea podeszła bliżej.
-Bo coś niedobre dzieje się z naszym lasem.- Powiedział smutno Sara.
-Tak ja też to zauważyłam.- skrzywiła się Allea. –To bardzo dziwne.- dodała.
-Tu jesteście.- usłyszeli czyjś radosny głos. Sara i Aslan odwrócili się i zobaczyli Kiarę i Dantego.
-Widzę że tylko Brajana brakuje.- zaśmiał się Dante.
-Tak.- prychnęła Allea. Satli chwilę w milczeniu. Sara zobaczyła coś na drzewie.
-Co to …?- na oczach wilków liść zrobił się szary.
-Że co?- Kiara podeszła bliżej. Nagle na drogę wbiegł Brajan.
-S … S … Słuchajcie.- wilk dyszał ciężko.
-I tak to jest gdy się biega bez umiaru.- prychnęła Allea.
-Nie oto chodzi, coś naprawdę złego się dzieje.- wydyszał.
-Co?- zaciekawił się Dante.
-Rośliny zaczynają tracic kolor i szarzeć, a zwierzęta uciekają z lasu.- Brajan spojrzał po wszystkich.
-Wiemy.- burkną Aslan. Brajan zrobił zdziwioną minę.
-Chodźmy lepiej do reszty watahy. Powiedziała Sara i ruszyła w stronę „głównej polany”.
-Ma rację.- stwierdził Dante.
-Gratuluję za stwierdzenie oczywistego. Należy się medal.- mrukną pod nosem Aslan.
-Uspokój się.- skarciła go Sara. Aslan coś odwarkną pod nosem i wszyscy ruszyli za Sarą.
Gdy dotarli na miejsce na miejsce wszyscy byli w ponurych nastrojach. Ashii przyjaciółka Brajana poderwała się z miejsca.
-Tak wiem.- burknął wilk. Wadera z powrotem usiadła. Wilki usiadły w całkowitej ciszy. Na skałę wszedł młody przywódca watahy, Gin (czyt. Dżin).
-Słuchajcie, dzieje się coś złego. Las umiera, na zachodzie już całkiem zszarzał.- Wśród wilków przebiegł szmer niezadowolenia/
-To co my mamy robić?- wykrzyknął jakiś basior.
-Na razie tu zostaniemy, jeżeli obumieranie będzie trwało dalej to pójdziemy za zwierzyną.- Gin popatrzył po wszystkich.
-Znów wędrówka?!- krzyknęła jakaś wader.
-Niestety tak.- Alfa zszedł ze skały.
-Ciężko, ciężko.- westchnął Brajan.
-Idę porozmawiać z Ginem.- Aslan wstał i poszedł w stronę skały.
-Gin, brachu.- uśmiechnął się Aslan.
-O, Aslan cześć.
-Więc co się dzieje?
-Eh, jak słyszałeś. Las umiera.
-Ale czemu?
-Skąd mam wiedzieć? Umiera i już.
-Rozumiem. Dzięki.- Aslan uśmiechnął się i wrócił do reszty.

Wilki czekały rozmawiając.
-I co?- spytał Dante.
-Nic. Dowiedziałem się to co wiedziałem.- uśmiechnął się kwaśnie.
-Ja to muszę zobaczyć.- szepnęła Sara, wstała i zaczęła biec.
-Gdzie idziesz?- krzyknęła Allea.
-Muszę zobaczyć tą martwą część lasu!
-Idziemy z tobą!- uśmiechnęła się Kiara.
-Co??- spytała reszta.