Rozdział 22
Wilki
dobiegły do Dantego i Sary.
- Chodzie.-
Dante wyruszył dalej. Szli dość długo, w końcu zaczęli słyszeć różne głosy.
-Jesteśmy
blisko ,,Głównej polany”.- Aslan wydał się być podenerwowany. Resztę drogi
pokonali w całkowitej ciszy, nie licząc głosów wilków z watahy Woldemorda. W
końcu dodarli na miejsce, i między nimi, a ogromnym klanem była tylko mała
ścianka z krzaków.
-Teraz
musimy być cicho.- szepną Dante. Wilki podeszły jak najciszej, do zarośli.
Powoli wyjrzeli na polanę i zobaczyli tego czego się obawiali. Na ogromnej
przestrzeni znajdowała się równie duża ilość wilków. Dominował kolor czarny
było tylko parę wilków szarych, rudych i ciemno brązowych, zero białych czy
jasnych odcieni sierści. Wilki stały
osłupione.
-To co
atakujemy czy nie?- spytał trochę przerażony Brajan.
-Tak atakujemy
na mój rozkaz.- szepną Dante. Stali chwilę w milczeniu przygotowując się do
zaatakowania.
-DO
ATAKUUUUUU!!!!.- krzykną Dante wybiegając z zarośli. Reszta wybiegła z głośnymi
okrzykami.
-KARACHAN!!!.-
krzykną Aslan, co w ojczystym języku tych ziem oznaczało ,,Za wolność”. Klan Krwi
wydał się być zdezorientowany nagłym atakiem. Niektóre wilki uciekły
przerażone, inne stały nie wiedząc co się dzieje. Padały pierwsze zwierzęta.
Nagle na najwyższą skałę wiegł Woldemord krzycząc
-Ogarnijcie
się!! To tylko pięć nędznych wilków!! Co z wami!!!?- czarnemu wilkowi białka
oczu zaszły krwią. Tę chwile chwały grupy przyjaciół zmąciły wbiegające na
polanę inne wilki. Była to dobrze zorganizowana grupa wojenna. Przyjaciele byli
zgubieni.