-A więc gdzie idziemy?- spytała Allea.
-Może na wschód? W końcu to stamtąd idzie szarość.- odezwał się Brajan.
-Tak będzie najlepiej.- mruknął Aslan. I znów milczeli.
-Co za koszmar.- westchnęła Sara.
-Taaaa...- dodała Kiara. Sara uśmiechnęła się i podbiegła to Kiary, zaczęły razem rozmawiać. W pewnym momencie przeszły do truchtu, a potem do biegu. Reszta nie mając innego wyjścia również zaczęła biec. Dante podbiegł do Aslana, Brajn do niech dołączył. Allea nie miała zamiaru zostać sama i dołączyła do Sary i Kiary. Wadery szeptały między sobą i chichotały.
-Wilczyca.- Burknął Brajan, Aslan i Dante przytaknęli. Basiory biegły obok siebie co raz zamieniając kilka słów. Minęło parę minut i zaczęli wchodzić w martwą część lasu.
-Szarość jest bliżej niż wcześniej?- spytała lekko zdenerwowana Sara.
-W parę minut? Wątpie.- Dante szedł dlaj.
-A kto tam wie?- mruknęła Kiara, Brajan westchnął. Znów szli w całkowitej ciszy, dosłownie. Nawet wiatr jakby bał się tu wiać.
-Żeby Sofi tu była.- szepnęła Allea.
-On już nam pomogła, teraz my mamy pomóc innym.- Wszyscy spojrzeli na Aslana który ów słowa wypowiedział. -Co?- spytał zdziwiony.
-Nic.- Sara spojrzała na drzewa. Po chwili znów wilczyce rozmawiały w najlepsze. Basiory nie podzielały tego entuzjazmu, cały czas byli nastawieni do szybkiego ataku.
Wilki biegły bardzo długo. Gdy wychodziły z lasu chyliło się już ku zachodowi.
-Wreszcie.- mruknęła Sara.
-Nie za fajnie to wygląda.- warknął Brajan. Rzeczywiście, przed nimi rozciągała się równina z nielicznymi pagórkami i drzewami. Wszystko było szare i łamało się przy najmniejszym dotknięciu.
-Straszne.- pisnęła Allea.
-Tal.- warknął Aslan. Wilki stały w milczeniu patrząc na noś co kiedyś tętniło życiem a teraz nawet ptaki nie gościły w tym miejscu. Po chwili z krzaków wyszła Sofi!
-Co ty tu robisz?- wykrzyknął zdźwiony Dante.
-Chcę wam jeszcze pomóc.
-Nie musisz, sami sobie poradzimy.- mruknął Brajan.
-A wiecie gdzie jest bezpieczne miejsce?- spytała.
-A po co? Przecież to jest martwe, nic ani nikogo tu nie ma.- prychnął wilk.
-Szare miejsca są podbite przez Mroka, a miejsca podbite są pilnowane przez armię.- popatrzyła uważnie na wilki, po czym odwróciła się i zaczęła odchodzić.
-Czekaj idziemy z tobą!- krzyknęła Kiara.
-Dobrze.- Sofi uśmiechnęła się. Wilki zauważyły że jest od nich starsza, choć na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Szli parę minut, słońce już całkowicie zaszło. W pewnym momencie zobaczyli jaskinię. Gdy weszli do niej zobaczyli że pali się w niej ognisko. Gdy weszli jeszcze głębiej zobaczyli sporego jelenia.
-Jak?- spytała Sara.
-Rośliny niby są martwe ale ciągle zwierzęta mogą je jeść. Niektóre zostały a my możemy je jeść. Niestety im bliżej środka szarości tym mniej roślin a co za tym idzie, mniej zwierząt.- Wilki milczały. Sofi uśmiechnęła się ciepło.
-Nie martwcie się tym teraz. Usiądzie przy ogniu i zjedzcie coś.- Allea, Sara i Dante usiedli blisko ogniska. Brajan Aslan i Kiara zaczęli jeść jeść. Wilki czuły się świetnie, Sofi była dla nich jak matka.
-Jak rozpaliłaś ogień?- Spytał Brajan w przerwie między ugryzieniami.
-Ma się sposoby.- mówiąc to dorzuciła parę gałązek do ognia. Aslan przestał jeść i położył się koło Sary.
-To ja już pójdę.- uśmiechnęła się i wyszła z jaskini. Dante wybiegł za nią, ale nikogo nie zobaczył.
-Rozpłynęła się?- szepnął.
-Dante chodzić do nas a nie stoisz na dworze !- usłyszał głos Brajana.
-Już idę!- odkrzyknął. Rozejrzał się jeszcze po okolicy i wrócił do jaskini.
* -*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-
Tym czasem w kryjówce Mroka...
Brązowy wilk wpadł do ogromnego pomieszczenia. Ściany stanowiły gładkie skały, sufit tak samo. Panowała tam ciemność, gdy się bliżej przyjrzeć na ścianach można było dostrzec ślady krwi.
-Już wyruszyli.- powiedział zdyszany wilk. W ciemności na końcu sali rozbłysły czerwone ślepia.
-To dobrze.- odezwał się zachrypnięty głos przyprawiający o ciarki i mrożący krew w żyłach. -Będziemy czekać.- błysnęły białe zęby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz