Rozdział 11
W nocy Brajan dalej próbował zejść, był strasznie głodny. Allea nie spała ze smutkiem patrzyła na Brajana. Podeszła do łosia popatrzyła na niego, a potem na Brajana, znów na łosia, i znów na Brajana
-,,Jak dać mu jedzenie, albo jak go ściągnąć?’’- Popatrzyła z uwagą na ścianę
-,,Jeżeli by się jakoś dało zejść, a może da się nim jakoś pokierować? Spróbuję jutro.’’- pomyślała. Położyła się koło Sary.
-Nie możesz spać?- spytała Sara
-Tak myślę o Brajanie.- odpowiedziała Allea
-Spokojnie jutro coś wymyślimy.
-Ja już coś chyba mam.
-No widzisz wypróbujemy to jutro.
-Właśnie miałam taki zamiar.
-Dobra na razie idźmy spać.- wilczyce po chwili zasnęły. Brajan chwilę po tym.
Następnego ranka pierwsza obudziła się Allea, a reszta trochę później. Tym razem Allea przyjrzała się skalę lepiej i zobaczyła że jest parę skałek na których można było bezpiecznie stanąć
-BRAJAN- Allea krzyknęła do wilka
-Czego?- warknął wilk
-Mam pomysł jak możesz z tej skały zejść.
-Naprawdę?- zainteresował się Brajan
-Musisz po prostu zejść po skałkach.
-A myślisz że nie próbowałem?! Zabić się można!
-Ale ja cię pokieruję i ci się uda.
-Może, ale są małe szanse.
-Dobra nie gadaj tylko zacznij iść!- warknęła zniecierpliwiona Allea
-Dobra ale jak się zabije to twoja wina.- Brajan zaczął powoli schodzić.
--W lewo, nie trochę w prawo, teraz znów w lewo i w prawo o o o teraz dobrze- dyrygowała wilczyca. Nagle jeden z kamieni na którym właśnie stał Brajan zaczął się osuwać
-Brajan skacz! Szybko!- krzyknęła Allea.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz